Hollow Knight, czyli bezimienny wojownik przemierzający Hallownest

Cześć, z tej strony Brodaty Pixel. Dziś opowiem Wam o mojej pierwszej styczności z grą Hollow Knight. W mojej gamingowej historii jest to chyba pierwsza gra z gatunku Metroidvania, w którą mam okazję zagrać i szczerze powiedziawszy, bardzo mi się to podoba, choć początek był dosyć nużący.

Zacznijmy od początku i opowiedzmy trochę czym w ogóle jest ta gra. Hollow Knight- gra wydana przez Studio Team Cherry z Australii. Jest to małe studio, które istnieje od 2012 roku, a ich największymi tytułami jest właśnie Hollow Knight i druga część tej gry, które wyszła w tym roku i zrobiła furorę na rynku gamingowym i ogólnie w internecie. A mowa tutaj o Hollow Knight: SilkSong.

To właśnie to wydarzenie sprawiło, że postanowiłem sprawdzić dzieło tego studia. W momencie premiery drugiej części HK:Silksong internet wybuchł. Moje social media i yt dosłownie cały czas pokazywały mi materiały związane z tym tytułem, a ja nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Sprawdziłem parę materiałów video na temat tej gry i stwierdziłem „muszę w to zagrać”.

Wiedziałem jednak, że jest to druga część i moja głowa nie pozwoliłaby mi zanurzyć się w nowy tytuł. Szybkie sprawdzenie ceny pierwszej części, która nie była wysoka, bo grę udało mi się kupić za 34 zł. Wieczorem, gdy miałem trochę czasu na granie leżąc już w łóżku odpaliłem HK i pierwszy raz wszedłem w ten świat 2D, który od razu pokazywał, że developerzy robią to co kochają. Jest to jedna z tych gier, która od razu po odpaleniu oczarowuje swoją ścieżką dźwiękową i grafiką, która jest z jednej strony dosyć mroczna i ma w sobie dużo czerni, a z drugiej strony niektórzy NPC i przeciwnicy wyglądają jak przyjazne zwierzątka.

W tym momencie nadmienię, że w grze mam około 11h, staram się nie śpieszyć i eksplorować wszystkie zakamarki i nie używać żadnych poradników. Jak już wspominałem jest to moja pierwsza styczność z gatunkiem metroidvania. Moje spostrzeżenie było takie, że poruszanie się i walka z przeciwnikami jest bardzo prosta i nie dzieje się zbyt wiele. Mechanika sprowadzała się do poruszania: przód, tył, skok i prosty atak. W głowie myśl, że ta gra będzie strasznie prosta, a druga część na materiałach wyglądała dosłownie jak gra zręcznościowa. Taki stan rzeczy według mnie utrzymywał się trochę za długo. Gra może i daje jakieś poczucie progresu, bo jest możliwość kupienia mapy, która pomaga nam odnaleźć się w podziemiach, a na początku przygody nie mamy do niego w ogóle dostępu. Następnie możemy kupić kolejne jej ulepszenie, które pokazuje miejsce naszej postaci na mapie, co postanowiłem zakupić jak najszybciej. Pierwsze starcie z bossem, spotkanie z NPC, który odblokował mi pierwszą umiejętność. Zwiedzałem korytarze dalej, w pewnym momencie zacząłem natrafiać na miejsca, które ewidentnie były przejściami do kolejnych pomieszczeń, jednak ja nie mogłem do nich przejść ze względu na ich położenie, zapisywałem znacznik na mapie, by kiedyś wrócić do tych miejsc i szedłem dalej. Po wygranej w walce z pewnym bossem otrzymałem nową mechanikę którą jest Dash. Ten moment sprawił, że zrozumiałem czym jest Metroidvania. To element, który sprawia, że świat gry zwiedzamy nie tylko raz, bo mechaniki, które odblokowujemy wraz z postępem gry pozwalają odkrywać kolejne lokacje do których wcześniej nie mieliśmy dostępu. Jest to element, który dał mi bardzo dużo satysfakcji i sprawił, że chciałem sprawdzać wszystkie zapisane wcześniej znaczniki i dowiedzieć się co znajduję się w dalszym lokacjach.

Kolejnym elementem tej gry, o którym opowiem jest walka, która wydaje się dosyć prosta, ale nie do końca tak jest, mogę śmiało powiedzieć, że podczas moich 11 h gry zginąłem minimum 30 razy. Czasem przez to, że nie wiedziałem w jaki sposób walczą nowi przeciwnicy, a czasem przez nieuwagę, bo nie zwracałem uwagi na to ile mam życia. Z każdego zabitego przeciwnika wypadają „geo”- czyli waluta, którą możemy wymieniać na przedmioty u NPC. Ważne jest też to, że przeciwnicy respią się w momencie opuszczenia przez nas danej lokacji, jeśli później do niej wrócimy wszyscy zwykli przeciwnicy znów tam będą. Nie dotyczy to bossów. Jest to mechanika, która od razu skojarzyła mi się z inna grą, o której na pewno kiedyś napiszę. A jest do Dark Souls, mamy tam dokładnie to samo- wrogowie respiący się po odpoczynku przy ognisku, czy po powrocie na daną mapę i walutę, którą zdobywa się właśnie poprzez zabijanie wrogów. Ogólnie widzę bardzo dużo podobieństw w tych tytułach i na tym się teraz skupię.

Według mnie te dwa tytuły mają ze sobą wiele wspólnego. Oprócz tego co pisałem wyżej można też zauważyć, że w tych światach nie jesteśmy w żaden sposób prowadzeni ze rękę, a gra daje nam tylko podstawowe informacje i pozwala zapuścić się w swój mroczny świat. Nie uświadczymy tu znaczników na mapie pokazujących nam lokalizację, zadania czy NPC, do którego mamy się udać. To my decydujemy gdzie pójdziemy, oczywiście nie do końca bo czasem przez etap rozgrywki, w którym się znajdujemy nie możemy dotrzeć do jakiegoś miejsca, ale jest to zrobione w sposób naturalny, który mówi nam, że jeśli zdobędziemy pewne umiejętności to będziemy mogli tu wrócić.

Kolejny podobny element to walka z bossami, która wymusza na nas poznanie zestawu umiejętności i granie właśnie pod nie, nie jesteśmy w stanie pokonać bossa klikając ataki na ślepo, bo bardzo szybko zginiemy. Tak samo jak w Dark Souls musimy parę razy zginąć i nauczyć się jak walczy nasz opponent, żeby móc reagować odpowiednio na jego ataki i w końcu go pokonać. Taki sposób walki daje bardzo dużo satysfakcji i uczy mechanik gry, który rozwijają nasze umiejętności i z każdą kolejną walką ruchy naszej postaci wydają się płynniejsze.

Wróćmy stricte do Hollow Knight, uważam, że jest to świetna gra, która ma w sobie coś co sprawia, że chcemy w nią grać jak najdłużej i odkrywać kolejne miejsca na mapie, ale potrafi też mocno zirytować walkami, które kończą się śmiercią naszego bezimiennego wojownika. Każdy kto będzie chciał spróbować swoich sił w tej grze musi przygotować się na te porażki, bo są one nieodłącznym jej elementem. Jednym z wielu elementów, które zostały świetnie obmyślone, a developerzy, którzy stworzyli tą grę, dali graczom wiele godzin świetnej zabawy. Mam nadzieję, że czytając ten tekst choć trochę przybliżyłem Was do tego świata i zachęciłem do sprawdzenia tytułu tego małego studia, które w tym roku zrobiło prawdziwą furorę na rynku gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

SIEMKA!

Jestem Wojtek, a moje blogowe alter ego to BrodatyPixel. W tej postaci zajmuję się pisaniem o grach i technologii. Od zawsze lubiłem te tematy, dlatego postanowiłem podzielić się moimi przemyśleniami na tej stronie. Jeśli tak jak ja uwielbiasz gry komputerowe, a nowinki technologiczne przeglądasz częściej niż instagrama to na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.